O autorze
Jacek Walkiewicz - Psycholog, mówca, trener, autor książki „Pełna MOC życia” i właściciel księgarni „Pełna MOC słów”. Członek Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców. Od 20 lat związany z branżą szkoleniową. Przez uczestników ceniony za inspirujący, narracyjny, pełen humoru i energetyzujący styl prowadzenia szkoleń i wykładów.

Czarna Wołgo wróć !

Kiełkujące ziarno miłości
Kiełkujące ziarno miłości
Odkąd pamiętam czymś mnie straszono. W rankingu ilości tego, czego należy się bać na pewno należelibyśmy do światowej czołówki. Oddychamy lękami od samego poczęcia. Dlatego z przyjemnością podróżuję. Aby pobyć w czystym powietrzu. Odkryłem to po raz pierwszy kiedy przekroczyłem granicę pomiędzy Berlinem Wschodnim i Zachodnim. Jakbym nagle trafił pod maskę z tlenem. Wtedy mówiło się o zachłyśnięciu wolnością. Wracając do lęków to ze wszystkich strachów jak na razie największe wrażenie zrobiła na mnie „Czarna Wołga”. I kiedy wydawało mi się że już nic w tym temacie nie pojawi się nowego narodził się „gender”. I to z nim przyjdzie teraz żyć w 2014 roku. W kolejnych latach też pewnie ten „gender” nam nie odpuści.

W latach kiedy chodziłem do szkoły, „Czarna Wołga” wg opowieści dobrze poinformowanych, jeździła po mieście i porywała ludzi. Potem tych nieszczęśników pozbawiała krwi i wyrzucała najczęściej pod kościołami. Również straszono mnie pewną narodowością, która porywa dzieci, i inną narodowością którą można obciążyć za wszystkie zło tego świata. Straszono mnie zaprzyjaźnioną armią, która tylko czeka aby wkroczyć i tajnymi organizacjami których nikt nie widział, a które pociągają za wszystkie sznurki władzy . Wielokrotnie straszono mnie karą za grzechy własne i te w których udziału nie miałem. Do ulubionych dyżurnych czyli dobrych na każdą okazję , zbiorowych grzechów należały: alkoholizm, rozwody i nienarodzone dzieci. Powoli dołączają nowe ale prawdziwą karierę wróżę właśnie nowo narodzonemu „genderowi”.



Dzięki latom nauki nauczyłem się żyć ze strachem w całkiem niezłej symbiozie. Jeśli czegoś się naprawdę boję to tego, że mogę nie zauważyć kiedy zarażę się nienawiścią i ona zeżre we mnie przekonanie, że życie jest piękne. Boję się również utraty zdolności do oddychania ponieważ tlen w płucach jest podstawowym warunkiem fizycznego życia. A póki co, to fizyczne życie jest mi najlepiej znane więc również najbliższe. Wierzę wprawdzie że duch jest nieśmiertelny i kiedy go już „ wyzionę” to on na pewno sobie poradzi , ale na razie nie czuję się gotów na sprawdzenie czy aby na pewno tak będzie.

Więc nie boję się również tego, że „gender” zagraża mnie, mojej rodzinie czy moim przyszłym wnukom i prawnukom. Rodzina i bez „gendera” jest w dramatycznej sytuacji bo to w niej jest najwięcej gwałtów, przemocy, aktów pedofilii, alkoholizmu, zazdrości, zawiści i innych złych emocji i złej energii. Choć powstała po to aby chronić, pomagać, wspierać to od wieków wielokrotnie jest źródłem wszelkiej patologii. I kiedy poczyta się życiorysy ludzi odpowiedzialnych za krzywdy wyrządzone innym ludziom to można źródeł ich zachowania doszukać się właśnie w rodzinie. Więc ten „gender” niewiele może tu już zepsuć.

To czego można się bać? Tego, że po raz kolejny trzeba będzie opowiedzieć się po jakiejś stronie. My tu, a wy tam. Tu gdzie my jest dobro a tam gdzie wy jest zło. Martwi mnie to, że „Czarna Wołga” była tylko zwykłą plotką, fobią, urojeniem a „gender” podobnie jak kilka innych zjawisk (nawet takich niewinnych jak zwykła tęcza) został już w trybie pilnym naznaczony mianem „wartości”. Stało się to dzięki prostemu zabiegowi słownemu. „Gender” który powstał jako jedna z koncepcji naukowych stał się wg niektórych ideologią. A to już nie jest zwykłe urojenie czy fobia. I chociaż „gendera” nikt nie widział tak samo jak tej „Czarnej Wołgi” to on już nie zniknie z naszej przestrzeni społecznej właśnie dlatego, że został zaproszony do świata wartości. Będzie straszył i mobilizował. To jest coś, za co niektórzy będą gotowi opluć drugiego człowieka. A jak to nie przyniesie skutku to może sponiewierać go w inny sposób.

Przez wiele lat na zajęciach z negocjacji proponowaliśmy uczestnikom udział w grze pt. „Potop”. Chodziło o to aby po przeczytaniu historii, która przydarzyła się Oleńce, uczestnicy wyrazili swoje zdanie kto z bohaterów zachował się najbardziej honorowo, a kto nie. Celem ćwiczenia było ustalenie wspólnego stanowiska całej kilkunastoosobowej grupy. W skrócie problem Oleńki polegał na tym, że aby przepłynąć rzekę i dostać się do ukochanego Kmicica musiała pożyczyć łódź od Radziwiła A ten chciał szczególnej opłaty. I aby dotrzeć na drugi brzeg do ukochanego Oleńka oddała się Radziwiłowi. Kiedy powiedziała Kmicicowi o zdarzeniu, on ją odrącił. To ćwiczenie może trwać godzinami. Zawsze wzbudzało skrajne emocje. Pojawiały się argumenty na obronę różnych postaw. Czasami temperatura dyskusji była tak wysoka że trzeba było robić przerwę. Ludzie którzy na przerwie pili spokojnie razem kawę nagle skakali sobie do oczu z niezwykłą zapalczywością. Oleńka dla jednych była bohaterką, która się poświęciła dla ukochanego a dla innych była zwykłą dziwką. Radziwił był człowiekiem interesu albo pozbawionym skrupułów zwyrodnialcem. Niektórzy wręcz pytali: a gdyby tak twoja żona zrobiła to co Oleńka? I triumfowali sukces bo na ogół nikt nie chciał aby jego żona oddawała się innemu za środek transportu. Triumfowali przez chwilę, bo pojawiały się kolejne kontrargumenty.

Ćwiczenie miało na celu pokazanie uczestnikom, że tam gdzie w grę wchodzą wartości tam się negocjacje kończą. Bo nie negocjuje się wartości, które są dla nas ważne i podobnie jak kompas wyznaczają drogę postępowania. Bo są bardzo subiektywne, indywidualne, często trudne do zdefiniowania, intuicyjne ale i zmienne na przestrzeni całego życia. Samo „zachować się honorowo” było definiowane na wiele sposobów. Trudno było przejść w dyskusji dalej skoro nie było jednomyślności co do definicji przedmiotu sporu. Gdyby z tych dyskusji powstawała piana to uczestnicy by się w niej potopili.

W świecie wartości nie ma miejsca na kompromis. Za wartości ludzie ginęli, giną i będą ginąć. Wiedzą o tym ci, którzy rozpoczynają wojny. Z powodu obrony najróżniejszych wartości na przestrzeni wieków podrzynano ludziom gardła. Z pieśnią na ustach i z poczuciem obrony jedynej słusznej prawdy. Bo to co jest dla jednych wartością dla innych może nią nie być. Więc jeśli nie da się nic wynegocjować to trzeba użyć siły. Siły słowa i każdej innej siły, która może obronić czy narzucić własną wizję tego co jedynie słuszne. Od wieków jest tak samo. Jakościowo świat się nie zmienił. Więc kiedy chce się zwrócić jednego człowieka przeciwko drugiemu to wystarczy zasugerować mu że powinien bronić jakieś wartości której inni zagrażają. Metoda sprawdzona na całym świecie.

Tak oto jedna z koncepcji naukowych może stać się źródłem kolejnych podziałów, agresji, słownego chamstwa i niekończącego się „bicia piany”. I rzeczywiście może zagrozić rodzinie i każdemu z nas, bo to w rodzinie i w relacjach między ludźmi ideologiczne podziały sieją największe spustoszenie. Bo to w rodzinie duch miłości może zostać wyparty przez duchotę nienawiści. Więc jeśli „gender” ma być nowym pomysłem na podniesienie zbiorowego lęku to ja już wolę Czarną Wołgę. Ona przynajmniej łączyła ludzi we wspólnym przeżywaniu. Czarna Wołgo wróć!

A swoją drogą rodzinie i ludziom na całym świecie zagraża tylko jedna rzecz. Brak miłości i bliskości. Tam gdzie one są, nie ma takiej niszczącej siły która mogłaby się im przeciwstawić. I tam gdzie miłość jest wartością nikomu nie przyjdzie do głowy aby walczyć z drugim człowiekiem z powodu odmiennych poglądów, wartości, ideologii. Ci co takiej miłości doświadczyli wiedzą że nie ma sensu jej definiować a tym którzy tego doświadczenia nie znają trudno będzie wytłumaczyć co kryje się pod tym powszechnie używanym słowem.

Dlatego miłości, która daje MOC do życia, do bliskości, do akceptacji, do zrozumienia, do radości, do pokonywania kolejnych lęków i do realizacji marzeń również, wszystkim w 2014 roku życzę
Jacek
Trwa ładowanie komentarzy...