Jak się dzisiaj czuje twoje serce

Jest takie plemię w Nowym Meksyku, które wita się słowami : „jak się dzisiaj czuje twoje serce”? Zapewne nie mają na myśli mięśnia sercowego. W takim razie o co pytają? To samo plemię burzy nasze wyobrażenie o skutecznej komunikacji. Rozmawiając z drugą osobą siadają obok niej. Tak aby patrzeć i widzieć tę samą perspektywę. Czułem to intuicyjnie , kiedy wiele lat temu siadałem z moim przyjacielem na pomoście i patrzyliśmy przed siebie na jezioro Seksty. Nigdy nie miałem bardziej poczucia że jestem blisko „siebie” i blisko osoby z którą rozmawiam.

Kiedy tak patrzyliśmy na jezioro, co jakiś czas ktoś z nas rzucał zdanie: o leszczyk skoczył. I zapadała cisza. Z wielu miejsc na świecie, w których byłem najbardziej pamiętam chwile kiedy miałem wrażenie, że jestem we właściwym miejscu, o właściwym czasie i z właściwymi ludźmi. To były chwile w których byliśmy „ dla siebie” chociaż czasami tak jak wspomniałem siedzieliśmy obok siebie. W tych chwilach moje serce czuło się doskonale. Ono zawsze czuje się doskonale kiedy ja o nie zadbam.



Moja babcia robiła niezwykłe pierogi. Takie, które pamięta się wszystkimi zmysłami. Miały wielkość spodka do herbaty i były wypełnione masą grzybowo kapuścianą. Jadłem je w rytualny sposób. Najpierw robiłem delikatne nacięcie przez środek pieroga a potem wyjadałem tę masę. Czas właściwej zmysłowej uczty następował na koniec jedzenia. Wtedy delektowałem się ciastem lekko przypieczonym na smalcu. Od wielu lat już nie jadłem takich pierogów. Nikt w rodzinie nie potrafi ich zrobić, mimo że znamy recepturę. Babcia wkładała w nie swoje serce. Szczyptę swojej miłości do tych którzy mieli je zjeść. Właśnie ta szczypta czegoś co płynie z serca zmienia smak. Mimo tego że w sklepach można znaleźć smaczne pierogi one nie mają tego czegoś co czyni różnicę.

W wielu mailach do mnie pojawia się pytanie: dlaczego skoro zrobiłem wszystko co było niezbędne do odniesienia sukcesu to go nie odniosłem? Moda na rozwój osobisty sprawiła że ludzie czytają książki, korzystają z coachów, uczestniczą w wielu szkoleniach a potem stawiają cele zgodnie z z zalecaną formułą i czują, że ta formuła w ich przypadku nie działa. Na niektórych wizytówkach można przeczytać imię , nazwisko i tytuł: trener rozwoju osobistego, life coach itd. Więc świadczy to o tym że ten nowy kierunek poszukiwań swojej życiowej drogi rozwinął potrzebę świadczenia takich usług.

Dostaję wiele maili z których wnioskuję że jestem spostrzegany jako taki „wiedzący” przewodnik po życiu. Najczęściej pytania zaczynają się od słowa „jak?”. Nazywam to „ jakami”: jak zwiększyć…, jak zmniejszyć…. Jak schudnąć….. jak pozyskać….. jak wygrać…. I jak nie przegrać….. A nawet: jak pokochać, przebaczyć, zrozumieć itd. Wiele książek w mojej księgarni ma tak skonstruowane tytuły. Być może dlatego pytający oczekuję prostej odpowiedzi. W kilku zdaniach albo na kilkunastu stronach. Autorzy, których książki zostały sprzedane w milionach egzemplarzy sugerują że znają odpowiedź i mają referencję tych którzy już je kupili. Wielokrotnie sam biorę takie książki do ręki i myślę sobie : na reszcie dowiem się „jak”. I czytam. I dowiaduję się, że autor pokazuje rozwiązanie ze swojej perspektywy. Patrząc mi w oczy z okładki nie widzi mojej. Po kilku takich książkach odkryłem że nikt nie zna mojej perspektywy ponieważ nikt nie ma ochoty usiąść obok mnie i popatrzeć na to co ja widzę. Ale najgorsze było to, że ja sam nie chciałem zobaczyć tego co sam widzę.

Ludzie pragną upiec swoje życie z cudzej mąki i w oparciu o cudzy przepis. Dlatego często czytam o tym, że to wszystko nie działa. Że cały ten rozwój osobisty jest przereklamowany. Ależ oczywiście że jest!!!. Tak samo jak genialne metody na rzucenie palenia czy schudnięcie. Tak samo jak bieganie w maratonach czy chodzenie na fitness. Jak rozwijanie kolejnych mięśni i spożywanie suplementów. Bo często naszym postanowieniom towarzyszy smutne „ muszę” a nie radosne „chcę”. Bo zdarza się, że nasza „drabina jest ustawiona do niewłaściwej ściany”. Więc nawet jak na nią wejdziemy to nie odczujemy satysfakcji. A nasze serce poczuje, że nic się nie zmieniło. Mało tego. Po tylu próbach nie tylko jesteśmy w punkcie wyjścia ale wręcz mamy poczucie, że jesteśmy bardziej zagubieni.

Zastanawiał mnie wielokrotnie fenomen Adama Małysza. Ludzie go kochają. W skokach są cztery elementy które należy wyćwiczyć : najazd, odbicie, skok i lądowanie. I wszyscy to ćwiczą latami. Ale Małysz dokładał do swojego skoku szczyptę tego co sprawiło, że byli skoczkowie i był Adam. Potwierdził to swoim ostatnim skokiem, na zakończenie kariery narciarskiej. Kiedy w bardzo złych warunkach skoczył, jak sam mówił dla tych ludzi, którzy przyjechali go pożegnać. Małysz na pewno był „ dla” ludzi. Miliony tak to odbierały. Taki był od początku swojej kariery kiedy odnosił sukcesy do ostatniego skoku. Małysz ponadto na pewno był miłośnikiem skakania.

Co to jest ta szczypta dodatku, który czyni różnicę. To jest duch. Pojęcie trudne do wytłumaczenia ale używane w różnych kontekstach np: duch walki, duch zespołu. Odbieramy go jako coś co nas napełnia mocą. Dlatego po zwycięstwach Adama ludzie czuli , że sami też mogą , że życie jest piękne, że są dumni. Inspirowanie innych to właśnie tchnięcie w nich ducha. Czegoś co ich wzmacnia i pobudza do działania. Ale dopóki nie napełnimy swojego życia swoim duchem to ten stan uniesienia trwa krótko. Motywacja przewlekła zdarza się rzadko. Najczęściej musimy o nią zadbać każdego dnia. Odtwarzać ją w rytmie dziennym. Napełniać nasze życie duchem.

A on pojawia się wtedy gdy to co robimy koresponduje z naszym sercem. Kiedy robimy to co nam w „ duszy” gra, jak mówi się potocznie. Trudno to odkryć dzięki książkom próbującym odpowiedzieć na pytanie „jak?”. Trudno oczekiwać tego od coacha czy od trenera rozwoju osobistego. Rozwijamy się każdego dnia. Rozwijamy się wtedy gdy poszukujemy tego co sprawi że będziemy mieli poczucie sensu. A poczucie sensu łatwiej doświadczyć gdy to co robimy jest w zgodzie z nami. Gdy jesteśmy wewnętrznie spójni. Myślimy, mówimy, czujemy i robimy to samo. Czujemy że wewnętrznie jesteśmy zintegrowani w całość. Że chcemy a nie musimy. Że cele które realizujemy są nasze i płyną z naszego serca. Dla takich celów można doświadczać odwagi, samodyscypliny, samokontroli, uporu, konsekwencji i wszystkich możliwych wyzwań. Dla takich celów możemy wyjść ze sfery komfortu i wejść w nieznaną sferę wyzwań.
Tam też możemy się spełnić. Dlatego ważne jest to, jak się czuje twoje serce.

Pamiętam z lekcji religii co mówił ksiądz na temat wiary. Że musi być praktykowana. Więc uważam, że życie powinno być również praktykowane. Czyli wypełnione duchem. Wypełnione sensem. Zaangażowane i „ na cały etat”. I to bez znaczenia czy w danym momencie robimy pierogi czy wielkie projekty biznesowe. Kiedy oczekujemy wielkich wydarzeń to tracimy z oczu te mniejsze, które tworzą naszą historię. Kiedy patrzymy na las przestajemy widzieć pojedyncze drzewa. O wielkich zmianach decydują małe epizody. Jedno spotkanie, jedna książka, jedna decyzja. Potem wszystko jest już tylko konsekwencją. Kiedy raz oddalimy się od siebie samych, od swoich potrzeb, pragnień, tego co intuicyjnie czujemy, trudno jest powrócić. Jak śpiewa mój przyjaciel Zygmunt Pulsson: „ Czy odwagę masz za swym sercem iść, spełnienia dar, w nagrodę przyjąć dziś”. Życie jest proste ale nie jest łatwe. Natura człowieka przypomina ciemny las. Idąc główną, wydeptaną ścieżką nie można dowiedzieć się co jest dalej. Żyje się nawykowo. Schodząc z tej ścieżki trzeba się zmierzyć z tym co nieznane, dzikie, niebezpieczne. Rozwój osobisty to przygoda na całe życie, dla ciekawych siebie , dla odważnych, cierpliwych i pokornych. Dla praktykujących.

Kiedyś w księgarni pojawił się młody człowiek. Tajemniczy jak na swój wiek. Na koniec rozmowy powiedział: „panie Jacku , doszedłem do takiej konkluzji w swoim młodym życiu, że rozum jest w sercu”. Jak to rozumiesz spytałem. „ Rozumienie świata jest w sercu” odpowiedział. I tego wszystkim czytelnikom życzę.
Trwa ładowanie komentarzy...