Racjoholik na odwyku

Film z moim wykładem na YouTubie w ciągu dwóch miesięcy osiągnął pół miliona odsłon. Czyżbym miał rację w tym co mówię i to ona tak pociąga tych, którzy oglądają i polecają innym ? Mam nadzieję, że nie, bo posiadanie racji to jedna z najniebezpieczniejszych chorób świata. A ja czuję się zdrowy i wolny od niej. Racji nie mam na pewno.

Gdyby w dziejach ludzkości nie było tych co rację mieli i byli gotowi bronić jej wszelkimi środkami zapewne ludzkość nie zaznała by wojen. A tym samym nie byłoby wszelakich rzezi niewinnych osób, gwałtów, grabieży itd. Niestety tak się nie stało i wszelkie następstwa tej choroby ludzkość poznała i nadal poznaje. Tak jak nie każdy kto wypije pół litra wódki na weselu jest alkoholikiem, tak nie każdy komu zdarza się mieć rację jest od razu racjoholikiem. Ale granica jest płynna i łatwa do przekroczenia. A co najważniejsze, jak każdy uzależniony również racjoholik nie chce przyznać się do nosicielstwa tego obrzydliwego racjo-wirusa. A przyznanie się do racjoholizmu uniemożliwia mu sama choroba, która mobilizuje do obrony stanowiska, że kto jak kto ale on na pewno nie ma kłopotów z otwartością, tolerancją, pluralizmem i racji tej będzie bronił z pełnym przekonaniem.



Dlaczego akurat poruszam ten temat. Ponieważ wielokrotnie słyszę, że mam rację. Ale również słyszę, że jej nie mam. Więc widocznie to ważne aby rację mieć. Historia tyranów i despotów to historia jednej racji przeciwko innym. Historia wojen i konfliktów to również historia obrony racji. Nawet w obronie wartości religijnych ludzie bronili racji, uważając swojego Boga za ważniejszego od cudzego.

Dlaczego to tak ważne aby mieć rację? Nie wiem bo zdecydowanie uważam, że lepiej być szczęśliwym niż mieć rację. Albo jak już mieć to dwie a nawet trzy. Na ten sam temat i do tego sprzeczne. Być za a nawet przeciw. Niech się inni męczą co mam na myśli. Obrona racji to w większości przypadków „bicie piany” więc nic z tego konkretnego nie powstaje. Żadna wartość dodana do zastanego świata. Nic co przesuwa nas cywilizacyjnie do przodu. Bo od tysięcy lat do obrony racji ludzie wykorzystują te same narzędzia. Przemoc pod różną postacią. Dlatego bez najmniejszych oporów kiedy ktoś mi mówi : „podoba mi się to co mówisz ale nie ze wszystkim masz rację”, odpowiadam: „oczywiście że jej nie mam, ty ją masz.” I wtedy widzę lekkie odprężenie na twarzy rozmówcy czyli zrobiło mu się lepiej, lżej . Nawet dobrze się czuję, kiedy pozbędę się tego napięcia związanego z posiadaniem racji i zobaczę jak komuś świat od razu wydaje się piękniejszy.

Dzisiaj trudno nawet o pewność czy możemy zdefiniować to co jest faktem a co dopiero określić kto ma rację. Dwóch kierowców na drodze zmienia pas i dwóch jednocześnie się na nim znajdzie doprowadzając do zderzenia. Opis tej sytuacji będzie różny bo każdy widział drogę z innej strony. Do tego słuchali radia, myśleli o ważnych sprawach, są różnego wieku, mają różne problemy itd. Wszystko ich różni więc rację zapewne też. Będą gotowi ich bronić nawet przy użyciu siły w przekonaniu, że ich jest prawdziwsza. Ale czy może być? Nie, nie może. Racja jest czymś statycznym, skostniałym, niezmiennym, sztywnym. Więc raz upubliczniona , nie zmienia się. Aby ja podtrzymać w niezmiennym stanie trzeba włożyć dużo siły i uwagi. Nie wspierana energetycznie może poddać się innej racji. A do tego nie można dopuścić.

A najważniejsze jest to, że podobne przyciąga podobne więc jeśli ktoś rację ma to przyciąga tego kto ma podobną ale i tego kto ma odmienną. W zasadzie to bez różnicy. Bo wszyscy są chorzy i uzależnieni więc do konfliktu blisko jak podczas alkoholowych libacji. Dynamika dysput pijackich jest nieprzewidywalna i jednym zdaniem można uczynić z przyjaciela śmiertelnego wroga. Nie inaczej jest podczas wszystkich dysput gdzie ludzie uzależnieni od racjo- wirusa wszelkimi środkami starają się udowodnić, że ich uzależnienie jest ważniejsze, lepsze, głębsze . Jak każda uzależniona osoba muszą zwiększać środki wyrazu więc używają coraz mocniejszych słów, coraz dosadniejszych epitetów i coraz bardziej absurdalnej argumentacji. W zasadzie na końcu pozostaje już tylko siła i totalna przemoc. Palenie na stosie. Od pewnego momentu drogi powrotnej nie ma więc podobnie jak alkoholik jest gotów poświecić wszystko dla tych kilku gramów tak samo racjoholik zacznie uprawiać totalną destrukcję .Ci co byli jego przyjaciółmi mogą stać się w jednej chwili jego wrogami. Koszty są bez znaczenia. Wirus niszczy zdrowy rozsądek i porywa chorego w stronę kolejnych absurdów, które służą tylko temu aby karmić swoją rację. To wyjątkowo autoagresywna choroba.

Jak się nią zarażamy? Przez modelowanie i naśladownictwo. Nieświadomie. Od bliskich, a potem od dalszych ale równie ważnych. Kolejne racje wnikają do naszej świadomości. Zanim się zorientujemy już jesteśmy zainfekowani. Na zawsze. Co gorsza zaczynamy uważać, że nie zarażając się jesteśmy inni, może gorsi. Mniej przebojowi i bez szans na sukces. Więc chętnie chorujemy tak jak ci co nas zarazili. Zaczynamy od rodziców bo oni mają zawsze rację. Nawet jak mamy 50 lat to potrafią nam ten fakt przypomnieć. W tym wieku i my jesteśmy już rodzicami wiec możemy się gdzieś odegrać. Przez 12 lat nauki codziennie doświadczamy racji nauczycieli. Potem jako rodzie również jej doświadczamy. Następnie rację mają nasi szefowie. Im mniej kompetentni tym mają większą. Sprawdziłem. Na sobie. Też miałem jako młody menadżer. Po drodze jest wiele zawodów których przedstawiciele też mają rację. Nawet się mówi, że z nimi, nie da się wygrać. Ich racja jest naj…. No i nasi milusińscy z kręgów trzymających władzę. Oni też ją mają a czas kiedy dostali immunitet sprzyja wręcz rozwojowi pandemii. Ale trudno mieć do nich pretensje. Są naszymi reprezentantami. Dlaczego mają nie mieć racji skoro prawie każdy ją ma.

Po czym poznamy infekcję racjo-wirusa? Po objawach. Po gorączce emocjonalnej, która towarzyszy udawadnianiu tego, że to my jesteśmy bardziej chorzy na rację niż inni. No i po wzroście ciśnienia krwi podczas oglądania najróżniejszych programów telewizyjnych. Po tym, że zaczynamy się znać na wszystkim, możemy bronić każdej swojej racji, niezależnie od tego ile wiemy naprawdę. Po tym że przestaliśmy pytać, dziwić się i być ciekawym co inni sądzą. Inni przestali istnieć. A jeśli ich nagle odkryjemy to tylko po to aby ich zarazić swoją racją. Po słowach „przecież to czy tamto” , „ależ oczywiście”, „wiadomo było”, „wszyscy wiedzą” , „każdy kto ma rozum to wie .” itd. Po tym, że jak każdy uzależniony musimy zwiększać dawkę czyli bronić z większą siłą i środkami. Po tym, że nie pamiętamy już, kiedy powiedzieliśmy: ” o to ciekawe co mówisz, opowiedz mi dlaczego tak myślisz?” czy „ja się zupełnie na tym nie znam więc nie będę się wypowiadał”. Czy: „masz rację, ja jej nie mam”.

Jak to leczyć? Nie wiem. Pewnie tak jak każde uzależnienie. Najpierw detox a potem odwyk. Unikać zarażonych. Wziąć się za ciężką fizyczną pracę. Zrobić coś dla innych. Tych co mają gorszy świat jak śpiewa Ryszard Rynkowski. Nauczyć się słuchać i przymykać oko zamiast otwierać usta. Zacząć myśleć paradoksalnie. Dopuścić sprzeczności. Założyć, że nikt nie zna całego obrazu i na większość tematów w ogóle nie powinniśmy się wypowiadać. Może trochę „spalić” swoje ego. Nie na darmo ludzie po trudnych życiowych doświadczeniach mówią, że się zmienili. Bo ego „spala się” w cierpieniu. Bo cierpienie uwrażliwia. Na innych. Ale również podróżować po świecie i rozwijać w sobie uważność i refleksyjność. No i skorzystać z pomocy coacha i mentora. To dobrze brzmi i może pomóc.
Ale za najskuteczniejsze antidotum uważam poszukiwanie i pielęgnowanie prawdy. Tej osobistej. Wynikającej z życiowych doświadczeń. Prawdy, która w odróżnieniu od racji jest elastyczna, zmienna, dynamiczna. Zależna o wielu czynników. Prawdy, która żyje w nas . Niektórzy mówią, że w sercu a inni , że również w każdej naszej komórce. Prawdy która jest zawsze subiektywna. Prawdy która nie potrzebuje poklasku, widowni, krzyków i wiwatów. Jest cicha. Kiedy jej doświadczamy czujemy, że otacza nas jak grawitacja. I wiemy również, że każdy do niej musi dojść sam. Bo nie da się jej przekazać innym. Czasami wręcz nie chcemy się nią dzielić. Zostawiamy dla siebie. Prawdy, która mimo że jest doświadczeniem osobistym zbliża i łączy z innymi a nie dzieli i oddala. Prawdy, która buduje a nie niszczy. Która nadaje sens i znaczenie temu czego doświadczamy. Prawdy, która daje życiową MOC.

Czy mam rację z tym racjoholizmem? Nie mam. I każde zdanie typu: „Jacek nie masz racji” sprawi mi ogromną radość. Jestem zdrowy i nie chce mieć racji. Długo do tego dochodziłem i nie chce tego stracić. A poza tym uważam, że ” być wolnym człowiekiem, to być wolnym od opinii innych i swoich własnych również”.
Wszystkim życzę jak najmniej racji
Jacek

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...