Pełna MOC na Festiwalu Inspiracji

Festiwal inspiracji już w najbliższy piątek. To impreza szczególnie mi bliska, ponieważ jestem jej współpomysłodawcą. Ale jest mi bliska również z tego powodu, że ścieżki zawodowe i osobiste mojego życia, pełne były ludzi, którzy mnie inspirowali. Dzięki niektórym z nich, odkryłem nowe, nieznane mi dotąd uroki życia.

Ludzie inspirują mnie od zawsze. Nic tak bowiem nie przemawia jak czyjaś historia. Mówi się : opowiedz mi historię swojego życia a zostaniesz moim bohaterem. Nie wiem jak inni, ale ja wychowałem się na wzorach bohaterów filmowych. Ci dotykalni, fizyczni, prawdziwi z krwi i kości bohaterowie przyszli dużo później. Pojawili się wtedy, kiedy poszukiwałem odpowiedzi na fundamentalne życiowe pytania.



Wtedy odkryłem również, że to nie chodzi o to, że ja chce po śladach innych przejść swoje życie. Ale chciałbym zapoznać się z ich życiową mapą. Po to aby skonfrontować ją ze swoją. Aby zobaczyć czy oni również widzą na tej drodze to co ja widzę. Czy może dostrzegli coś innego czego ja patrząc nie dostrzegam. Wiem już od dziecka, że w lesie, w którym ja już nie spotykam grzybów sądząc, że zebrałem wszystkie, mój tata mógł jeszcze nazbierać cały koszyk. A w momencie kiedy on już nic nie widział wkraczał dziadek i zbierał jeszcze jedno wiaderko.
Więc wiem, że kiedy wydaje mi się że nic już nowego nie wymyśle, kiedy jestem przekonany, że wszystkie opcje już sprawdziłem, pojawia się ktoś kto pokazuje mi jak bardzo jestem w błędzie. I dlatego uwielbiam inspiracje. One są jak kosmos. Wydają się być nieskończone.

Swój wykład na Festiwalu Inspiracji ( a mam zaszczyt być pierwszym prelegentem ) zacznę od pokazania dwóch jednominutowych filmów z mojego pobytu w Punie ( Indie ). To jeden z tych wyjazdów, który ciągle jest we mnie. Mimo upływu już kilku lat, czuję zapach, słyszę dźwięki i widzę obraz Indii. Wracam do przywiezionych wrażeń. Indie to kraj, z którego trudno nie przywieźć nic. Pozostać obojętnym na to z czym się spotkało. Kiedy jechałem z lotniska Okęcie do domu miałem poczucie jakby ktoś wyłączył mi wrażenia: ruchu, koloru, zapachu. Jakbym stracił kontakt ze wszystkim co mnie otaczało przez ostatnie trzy tygodnie.

Podobnie jak po innych podróżach zadałem sobie pytanie: czego doświadczyłem w Indiach, co chciałbym przenieść do swojego codziennego życia i jak to zrobię. Bo mam taką zasadę, że niezależnie od tego jak bardzo intensywne są moje przeżycia i doświadczenia, to uważam, że największą wartością jest możliwość wykorzystania ich w codziennym życiu. W tym co nazwałbym moim światem. Bo zgadzam się ze słowami Willigis'a Jager'a , że droga rozwoju duchowego, która nie prowadzi do codzienności, jest drogą na manowce. A przecież te najważniejsze inspiracje dotykają właśnie naszej duchowości.

Indie nie były i nie będą moim światem. Ale były wielką inspiracją dopełnioną po powrocie lekturą powieści „Shantaram” Gregory’ego Davida Robertsa. Dlatego zainteresowanych szczegółami, co wykorzystałem w swoim codziennym życiu i jakie tego były efekty , zapraszam oczywiście 29 sierpnia, do Warszawy na Festiwal Inspiracji
Trwa ładowanie komentarzy...